To się czyta!
To się czyta!

„Beksa”
Świątecznym czasem zafundowałam sobie pod kocyk całkiem nieświąteczną historię. Historię, która w trakcie snucia, wydaje się, bardzo przypadkiem, zahacza o „grube” tematy.
Co łączy dwóch facetów mieszkających od siebie jakieś 900 km? Przed czym ucieka jeden z nich i dlaczego? Kim był i dlaczego stał się taki, jakim jest? Sama fabuła jest nieprzekombinowana. Chciałoby się rzec, że to dość prosta historia. Ale ona nie jest prosta. Ona po prostu może się zdarzyć wszędzie i wierzę, że mogła się zdarzyć. Dlatego to, co dostałam w trakcie poznawania fabuły, najzwyczajniej zabolało. Tak jak bohaterów i bohaterki boli świat. I wchodząc w tę historię, zaczynamy doskonale rozumieć dlaczego.
Autor zastosował zestawienie, które przełamuje stereotypy silnego chłopa, który jak jest chłopem, to ma się nie mazać. Kropka. Pokazuje bohatera, który samą posturą zniechęca do jakiejkolwiek dyskusji, ale nie jest to bezmózgi mięśniak, którego głównym celem jest budowanie obwodu bicepsa. Pokazuje, co się dzieje w jego głowie. Pokazuje, z czym się zmaga – strach, samotność i ból istnienia. I tak trafnie i boleśnie ukazuje, jak nieszczęśliwa matka potrafi niszczyć własne dziecko swoim smutkiem i frustracją, obciążając je swoją szarą wizją życia i będąc w tym okrutnie konsekwentną.
Sprawnie opowiedziana historia, która jak puzzle łączy początkowe wątki pojawiające się na przestrzeni 12 lat. Jedyna rzecz, której mi zabrakło, to głębsze potraktowanie wątku zagranicznych „dostaw towaru”. Ci ludzie również powinni ponieść karę – bardzo dotkliwą, bym sugerowała. Bo wszyscy wiemy, że zagubionych duszyczek jest mnóstwo i nie wszystkie mają szczęście spotkać na swojej drodze Adama i Irka.
Podoba mi się, jak pan Marcin Grzelak opowiada historie. Po prostu czuć w tym wszystkim wrażliwość. To moja druga książka tego autora po „Martwym Mleku”. Tak… zdaje się, że poznaję twórczość autora „od tyłu”. No i dobrze. Bo znowu mam niedosyt fabularny i muszę sprawdzić, czy to tak już jest, czy to po prostu ja te historie tak odbieram, czy po prostu trafiłam na te dwie.
Tak czy inaczej, sięgam po kolejne… w sensie… poprzednie.
Basia
Czytelniczka Książnicy Stargardzkiej