Gdy wszystko było pierwsze. Początki polskiego Świnoujścia

Gdy wszystko było pierwsze. Początki polskiego Świnoujścia

Józef Pluciński

Wydawca: Blauge – Robert Monkosa, Świnoujście 2025, str.  194

ISBN 978–83–965464–1‑8

Książkę dr. Józefa Plucińskiego czyta się „od deski do deski”. Opowiada o Świnoujściu, „ludziach i wydarzeniach z czasów, gdy wszystko było pierwsze” – pisze autor. Zaznacza, że wydana z okazji 80-lecia jego polskich dziejów, adresowana „do wszystkich pokoleń, szczególnie do młodych”, jest zbiorem opowieści publikowanych tak wcześniej, jak i pierwszy raz. Uważając, że „historia wyrasta z codzienności, a nie z wielkich słów”, wyjaśnia, że nie zamierzał kreślić wizerunków „pionierów w świetle bohaterskich opowieści”, lecz przypominając pierwszych twórców powojennej codzienności miasta, pokazać, jak „rodziła się społeczność – zwyczajna w swoich zmaganiach i nadziejach”. Opublikował tę książkę, przeświadczony, że „warto te momenty utrwalić”.

Warto tę książkę przeczytać. Jej autor, urodzony w 1940 roku w Wilejce (dziś Białoruś) to Wyspiarz Roku 2011, znawca i popularyzator dziejów Świnoujścia, historyk, archiwista, muzealnik, publicysta, gawędziarz, kapitan jachtu, nauczyciel żeglowania, twórca m.in. poważnego przedsięwzięcia o przewrotnej nazwie Żeglarskie Collegium Tumanum, przez wiele lat narciarz. Gdy jego ojciec, żołnierz KOP‑u, był w łagrze, a on osiągnął wiek dwóch tygodni, został z mamą i siostrami, trzy- i ośmioletnią, zesłany do ZSRR (Kazachstan, okręg Pawłodar). Po sześciu latach z mamą i jedną siostrą (druga zmarła na zsyłce) przyjechał do nowej Polski. Szkołę podstawową kończył w Trzebiatowie, liceum – w Kołobrzegu, studia – w Poznaniu (również doktorat). W Płotach nadzorował odbudowę pałacu von Ostenów i organizował tam oddział Archiwum Państwowego w Szczecinie. Do Świnoujścia przyjechał w 1974 roku z przekonaniem, że „na dwa lata”. Nic z tego nie wyszło. Jest do dziś. Tworzył muzeum miejskie (oficjalnie: Rybołówstwa Morskiego), pozyskiwał i opracowywał zbiory, dyrektorował mu trzydzieści lat. Świnoujście to centrum jego świata. Jego dzieje prezentuje poprzez losy mieszkańców w lokalnej prasie, książkach, portalu iswinoujscie.pl, telewizji, na spotkaniach. W ośmiu zeszytach gawęd, wzbogaconych unikatową ikonografią, wydawanych od 2008 roku, opisał dzieje żeglugi, portu i latarni, miasto i jego mieszkańców (do 1945 roku), kościoły, cmentarze i pomniki, świnoujskie przełomy 1939–1959, chleb powszedni, osiedla (wcześniej wsie) po wschodniej stronie Świny, kurort w latach 1824–1945, historie i historyjki. Nie udały mu się starania o publikację „Ludzi polskiego Świnoujścia”, zapowiada druk „Świnoujścia morskiego”. Autor monografii o przeprawie promowej i kolejnej – o uzdrowisku („Sześćdziesiąt lat dla zdrowia i piękna, 1959–2019”), współautor książki „Der Golm und die Tragödie von Swinemünde” (2011), gromadzącej artykuły o alianckim bombardowaniu miasta 12 marca 1945 roku. Inicjator tablicy, upamiętniającej Teodora Fontane (1819–1898; lata świnoujskie opisał on m.in. w „Meine Kinderjahre”) i lapidarium niemieckich nagrobków na cmentarzu w Świnoujściu. Autor opracowań archiwistycznych.

Książka „Gdy wszystko było pierwsze” zawiera dwanaście opowieści o polskim Świnoujściu. Jest napisana ze swadą i swobodą, rzeczowością i dyscypliną narracji – jak inne, autorstwa Józefa Plucińskiego (dobrze i łatwo się je czyta, acz raczej niełatwo pisze). Prologiem do niej jest opowieść najdłuższa – „Przed potopem. Swinemünde w cieniu swastyki”. Przedstawia wydarzenia od przejęcia władzy w Niemczech przez nazistów (mieszkańcy miasta oddali na nich 80 proc. głosów w ostatnich wtedy wolnych wyborach), przez lata wojny, niosącej śmierć, lecz w oddaleniu, po hekatombę amerykańskiego bombardowania, grzebanie zabitych i gehennę ocalałych, wejście 5 maja jednostek radzieckich. Autor podaje fakty. One same przypominają, że tylko 12 lat (1933–1945) rządów funkcjonariuszy – uległych partii, ideologii, słowom i gestom wodza – przy entuzjazmie mas, milczeniu innych, sprzeciwie nielicznych (tak mimo to ważnym), starczyło, by sprowadzić na miasto kataklizm, grzebiący w ruinach i potopie efekty codziennej pracy wielu pokoleń jego niemieckich mieszkańców. Józef Pluciński w swoich gawędach odkrywa je, resztki Atlantydy, wydobywa z niepamięci. Miasto jest bowiem jedno, ma jedną historię — to historia ludzi, wielkich osiągnięć i wielkich błędów. Dla dobra miasta, jego przyszłości, a to znaczy dla dobra mieszkańców, ludzi, gdziekolwiek są, trzeba pamiętać i o tym, i o tym.

Dwanaście rozdziałów książki mówi o Świnoujściu: pod kontrolą Armii Radzieckiej, jego przejęciu 6 października 1945 roku przez pełnomocnika rządu RP na obwód Uznam i Wolin (było w nim wówczas 22.551 Niemców i około 500 Polaków), niepewnej przyszłości, paszportach i wizach, koniecznych do wjazdu na Uznam i osiedlenia się „w zabronionej strefie granicznej”, koncepcji, by uznamską część miasta uczynić zamkniętym terenem wojskowym, o wywożeniu wszystkiego, co dało się wywieźć, w tym wielu milionów cegieł nie tylko z rozbiórki ruin (rozdział „Miasto utracone”), lecz także – mimo protestów mieszkańców – obiektów nadających się do odbudowy, użytkowania i zamieszkania (Pluciński pisze, że rozbiórki prowadzono do przełomu wieków XX i XXI). W książce można przeczytać o pierwszej polskiej szkole i maturze w Świnoujściu, wizycie Bolesława Bieruta, pierwszych mszach świętych (odprawiali je księża Paul Adamus i Karl Reuter), Wigilii, pierwszym statku, który woził pasażerów między Uznamem a Wolinem, i pierwszym, który z pasażerami płynął do Szczecina (i z powrotem), teatrze dramatycznym na Uznamie i lalkowym na wolińskim Warszowie (złożył go i prowadził Stanisław Lagun, twórca szczecińskiej Pleciugi). Niektóre rozdziały są małymi monografiami, m.in. dziejów przepraw promowych, garnizonu marynarki wojennej, rzemiosła, handlu, kultury, obejmującymi więcej lat niż pierwsze.

Problemy, opisywane przez dr. Józefa Plucińskiego, powinno się rozwijać w opracowaniach szczegółowych. Ma on bowiem zaiste rację, gdy przypominając niegdysiejszą inicjatywę prof. Kazimierza Kozłowskiego, pisze, że Świnoujście „zasługuje (…) na solidną, naukowo opracowaną monografię historyczną”. Kto tę myśl podejmie?

Bogdan Twardochleb