Posłuchaj
Posłuchaj
Helena Pachlowska
Wstęp: Cecylia Judek, posłowie: Jerzy Madejski
Książnica Pomorska, Szczecin 2025, str. 56
ISBN 978–83–64070–87‑7
Muzyka i poezja zawsze były blisko siebie. W tomiku wierszy Heleny Pachlowskiej z wzajemnością dopełniają się kolorami, kształtami, wrażeniami. Jest w nich apoteoza życia, radość, lęk o nie, jest mądrość, jaką zazwyczaj osiąga się późno, jak mądrość tworzenia. Mottem wiersza „Piętno czy dar tajemnicy” jest wypowiedź kompozytora, Tadeusza Bairda (1928–1981), z ostatnich jego ziemskich dni: „Właściwie dopiero teraz pojąłem, jak należy komponować. Zaczynam rozumieć”.
Helena Pachlowska zmarła w 2020 roku. We wstępie do jej książki Cecylia Judek, przez lata sekretarz naukowy Książnicy Pomorskiej, współtwórczyni i opiekunka znajdującego się tam Muzeum Literatury, pisze, że są w niej wiersze, które zostawiła w rękopiśmiennym zeszycie. Nie wiadomo, czy i na ile były przygotowane do druku. Są i piękne, i mądre. Dobrze, że zostały wydane. Zdecydowały o tym dzieci poetki i pisarza, Jana Jerzego Pachlowskiego (1930–2012): Dobromiła Pachlowska-Daumay, Anna Pachlowska, Jan Pachlowski, Jerzy Pachlowski.
Raczej są to wiersze późne, choć zapewne nie wszystkie. W utworach, które zaczynają tomik, jak: „Nie umierajcie w wielkich miastach”, „Nie żegnaj mnie”, „Śpiewam Tobie kołysankę”, wyraźna jest bliskość spraw w życiu ostatecznych, żalu, że nieuchronna jest konieczność rozstania z chwilowością ziemskich wrażeń: „Nie żegnaj mnie,/ gdy spóźniam się/ na obiecany gest,/ a niebo za moim oknem/ ma kolor/ odległego pożaru”. Bliskość spraw ostatecznych, dotykanie ich, próbowanie, zanim się staną, jest we wszystkich wierszach, np. w tytułowym:
Posłuchaj…
Sprzedam ci to słońce
na skrzydłach
– ukradzione niebu?
Posłuchaj…
Sprzedam ci to niebo
Uciekające przed słońcem
– ukradzione Bogu?
A może sprzedać Ci Boga?
– No wiesz…
Słowa kreują tu pejzaże z barw i kształtów, z muzyki i muzycznych tematów, rytmów, melodii, brzmień, jak w wierszu „Polifonia”. Helena Pachlowska była związana z Chórem Akademickim Politechniki Szczecińskiej, stworzonym i prowadzonym przez prof. Jana Szyrockiego. Uczestniczyła m.in. w tournée po Włoszech, pamiętnym m.in. dzięki wykonaniu modlitwy „Już się zmierzcha”, arcydzieła Wacława z Szamotuł, w ciepłe późne popołudnie lata w górach, w starym, niewielkim kościele. Jan Szyrocki ustawił tam chór wokół nawy, otoczył nim słuchaczy w ławkach… Była krystaliczna cisza i poprowadził w niej modelową – pisał potem Jerzy Waldorf – interpretację utworu, ulotną, a przecież trwale piękną. Gdy wielogłosowa pieśń brzmiała, przez otwarte drzwi kościoła do jego kamiennego wnętrza, do muzyki i ludzi wchodził zmierzch… Tylko najwybitniejsi dyrygenci osiągają w muzyce doskonałość, brzmienie wieczności – takim dyrygentem był Jan Szyrocki. W książce są też wiersze „Mozart „Requiem I” i „Mozart „Requiem II”. Prof. Szyrocki stworzył niezapomniane interpretacje również i tego utworu.
W wierszach Heleny Pachlowskiej jest radość z dotykania świata. Pisze o niej, wspominając odbicie słońca w skrzydle samolotu, którym kiedyś leciała. Radość, która narasta w czasie aż po cichy ból, gdy „coraz mniej czasu/ na zbędne zadania,/ na niewłaściwy porządek słów” – czytamy w wierszu „S. Rachmaninow – 2 część II Koncertu fortepianowego”, przywołującym kantylenowe, powściągliwe „Adagio sostenuto” tego utworu, w którym fortepian dialoguje m.in. z fletem. Cytujmy: „Tyle spokoju/ w tym oczarowaniu instrumentu (…)/ Życie cieknie coraz wolniej/ przez ślubną obrączkę,/ dostając zadyszki/ już nawet/ w czubkach palców.// Ile spokoju w tym oczarowaniu fletu…/ A u ciebie/ najmniejsze skinienie głowy/ jest aprobatą życia (…) A ty…/ trzymasz jak na dłoni/ wszystkie żywioły (…)/ I już nie światło/ a powietrze/ przybiera kształt/ twojego życia”.
Pojawić musi się tu pytanie „dlaczego?”. Dlaczego zostaliśmy przeznaczeni na taką bezradność? W tomiku jest wiersz zatytułowany właśnie „Dlaczego?”, a w nim nie gorycz, a żal: „Przecież nie wymyśliłam jeszcze/ ostatniego słowa,/ a w każdym zmierzchu/ rozkwita niesforna myśl”.
Czy jednak naprawdę jesteśmy tylko bezradni? Sztuka, miłość, humor (nie groteska!), apoteoza życia tworzą do bezradności dystans. Helena Pachlowska opisała go w wierszu „Szpitalne pejzaże”. Czytamy w nim, że w szpitalu „przeszkadza własne ciało./ Nie umie/ dopasować się do pościeli, (…)/ Na sąsiednim łóżku/ szary ptak. Ciągle śpi./ Na siedząco jak ptak/ na gałęzi./ (…) / Mówi: – umrę jak kura./ Wszyscy żegnają się/ przy tym gdakaniu”.
Wiersze Heleny Pachlowskiej z tomu „Posłuchaj” przywodzą na myśl – myślę, że to nie przesada – utwory Wisławy Szymborskiej. Zanów zacytujmy: „Jeszcze przecież musieliśmy/ otulić oczy widokiem/ hiszpańskich i włoskich miast/ i w każdym wietrze/ wyłapać podróżujący dotyk”. Przykładem jest też cykl ośmiu jedno‑, pięciowersowych utworów, zatytułowany „Muzyka”.
Zmysłowość, obrazowość, muzyczność, dystans do siebie, tragizm, charakterystyczny dla całej książki, łączą się w zamykającym ją wierszu „Dotykam dłonią”:
Dotykam dłonią
nieskruszonych kamieni
moja ręka słyszy.
Gdzieś wewnątrz
Resztki słów
wiary
nadziei
pieśni.
Dłoń słyszy.
– To morze oddaje echem.
*
Helena Pachowska (1946–2020) z domu Tracewska, prawnuczka powstańca 1863 roku, zesłanego w głąb Rosji, pracującego przy budowie Kolei Wschodniochińskiej, urodziła się w Harbinie (Mandżuria, Chiny). Do Szczecina, gdzie osiedliło się wielu Harbińczyków (upamiętnia ich m.in. Rondo Polonii Mandżurskiej i bogaty zbiór pamiątek w Książnicy Pomorskiej), przyjechała z rodzicami i bratem w 1951 roku. Z wykształcenia polonistka i pianistka opublikowała tomiki wierszy „Dojrzewają piaski” (1990) i „Każde miasto ma swoje sny” (1994), a wspólnie z mężem wybór wierszy Stefana Flukowskiego „Napomknięty cieniem” (1997), antologię „Zielone żagle złudzeń: opowiadania łotewskie” (1984) i wspomnienia Anatola Dyjaczyńskiego „Myśmy do stepów unieśli ojczyznę: opowieść faktograficzna o Polakach wywiezionych z Żytomierszczyzny na Ukrainie w stepy Kazachstanu w 1936 roku” (1994). Tłumaczyła z rosyjskiego, ukraińskiego i łotewskiego, m.in. wiersze łotewskiej poetki Dainy Avotiny. Spoczywa na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.
Bogdan Twardochleb
